JOURNAL

Vault to sklepienie, proszę pana

Germany, Berlin © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Vault to sklepienie, proszę pana
Niezidentyfikowany podmiot społeczny w przebraniu konika polnego, wręczył mi ulotkę Kościoła Splątanych Kwantów – obietnica dozwolonych pozycji w zamian za posiadane ciało (gdyż dusza jest kosztowniejsza). Na chwilę straciłem oddech – takie to było kuszące. Kiedyś rozbiorą budynek, wreszcie dowiemy się, że yin i yang to ilustracja partenogenezy. Serwer cmentarzy okrąży to słońce raz jeszcze i zniknie we mgle wydechów. Przebiegła ulicę żeby się przytulić, roztrząsnąć włosy i spojrzeć ukradkiem – z pytaniem czy ładnie wygląda. Kiwnąłem głową, że ładnie, nie umiem kłamać za darmo.
...

Dekolt

Georgia, Kutaisi © jarek łukaszewicz
Georgia, Kutaisi © jarek łukaszewicz

Georgia, Tbilisi © jarek łukaszewicz
Georgia, Kutaisi © jarek łukaszewicz

Georgia, Kutaisi © jarek łukaszewicz
Georgia, Bagrati © jarek łukaszewicz

Georgia, Kutaisi, Tbilisi. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 & 60x60 cm

Dekolt – rozwiązanie zadania ze zbioru „Gdybyty”
Tam, w kapsule śliczna taka z hologramem flirtuje. Hologram zachwala nowy serwer cmentarzy – niewieczysta planeta za iluminatorem, na której możesz się połączyć z dowolnie wybranym umarłym – możesz się wcielić, ponieżyć chwilkę współosiowo – możesz wreszcie poddać się emocjom mrówczego rozpadania – proces jest następujący: automorfizm-homomorfizm-izomorfizm-epimorfizm – śliczna naciska Epi. Sukienkę ma fajną, w różyczki, i dupsko kuszące. Sięgarnia się uruchamia aby w świecie sukienek w kropki rozłożyć w butelce szkielet okrętu, dmuchnąć wiatrem w żagle.
...

Beit Romano

Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz
Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz

Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz
Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz

Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz
Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz

Israel, Beit Romano. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 & 60x60 cm

Beit Romano
...

W drodze do David Gareja

Georgia, David Gareja © jarek łukaszewicz
Georgia, David Gareja © jarek łukaszewicz

Georgia, David Gareja © jarek łukaszewicz
Georgia, David Gareja © jarek łukaszewicz

Georgia, David Gareja. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

W drodze do David Gareja

...

Ślepe testy – wstęp

Slovakia, Bardejov. © jarek łukaszewicz

Slovakia, Bardejov. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Ślepe testy – wstęp
Kiedyś musi nastąpić ten dzień, zaczynasz rozumieć, że jesteś Obcy i masz zadanie. Kładziesz się spać i wiesz, że przybyłeś. Na ulicy takiej jak ta, w nocy, Pierwszy rozstawia przedmioty – jeden za drugim. Na ulicy takiej jak ta leżą rozsypane zwoje dokumentów – słowa duże i słowa małe, wiesz skąd się wzięły, wiesz kto je napisał. Tuż obok Pierwszego, nazywasz go Monterem, stoi wielka czarna torba, a w niej miga światełko. Przychodzą Drugi i Trzeci, ich nazywasz jak chcesz, oni nie istnieją, ale dzięki nim wiesz, że Pierwszy odczuwa lęk, a na ekranie obrazuje to kolor światełka. Drugi i Trzeci podpytują Pierwszego, co tu robi, czy robi to? Czy robi tamto? Patrzą na rozsypane sedementy. Na Twoich oczach Drugi rozdziela się z Trzecim z trzaskiem i znika pod ziemią zostawiając dziurę ze światłem z ziemi. Trzeci omawia, dyskutuje, broni, atakuje, recytuje – w konkluzji małpka zawsze jest martwa. Wtedy w przestrzeni otwierają się drzwi do małego pokoju – wpada światło, Drugi (budzę się) pokazuje mi wskaźnikiem kod liczbowy na przedramieniu, poznaję strzępy historii tego numeru, jak w wierszu o bakteriach – jest człowiek w człowieku – najgłębszy (z kamienia) – powiedział do najwierzchniejszego (z powietrza) "oddmuchaj piasek z mojej twarzy" i gdy szept drewnianego obudził (a ten stał obok przecież i człowiek z powietrza mu obcy) wzdrygnął się zaskoczony i wystraszył pneumatyka – ten wzbudził panikę tumanów, by wiły się chwilę, nim zgasną. Tak oto mitochondria ciągną do piramidy milimetr po milimetrze – konfigurują drzwi (drzwi nazywasz, z próżności). Nie dziwi Cię, że jestem pracownikiem wyimaginowanej korporacji w wyimaginowanym zawodzie nie z tej ziemi. Nie zdziwi Cię, że jestem dodatkiem do gry strategicznej, w której mam wykonać zadania podobne – jedno po Drugim, jedno po Trzecim. Przełączasz program (programu też nie nazywasz, zostawiasz to biologom). A potem jak w zbiorze zadań z izomorfizmów, każdy przechodzi w każdą, a jedyne co odróżnia dziś od wczoraj, to temperatura. Czas już poznać protagonistów – przedstawiam Państwu Ich.
...

Cyklotron

Georgia, Vashlovani. © jarek łukaszewicz
Georgia, Vashlovani. © jarek łukaszewicz

Georgia, Vashlovani. © jarek łukaszewicz
Georgia, Vashlovani. © jarek łukaszewicz

Georgia, Vashlovani. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Cyklotron

Jarek Łukaszewicz usiadł otrzepując stopy z piasku, gdy zaszumiało niebo – Gość miał siedemdziesiąt trzy wiosny i zimę we włosach, ale obiecał, że wyczyści jedno ucho gratis. Piasek – dodał – przemienia się wedle recepty – najpierw w piasek, by w następnym kroku cudownej alchemii stać się piaskiem.

A gdy w pożółkłych liściach innej zupełnie krainy zaszurają mu za plecami sandały czyściciela uszu – przypomną życzliwe udary i kolejne zachłystki, przeobrażane zgodnie z ruchem wskazówek zegara w: zapach fig z poranka, smak soku na wargach i obracanie planetą.

Jarek Łukaszewicz jest przecież uczestnikiem metamorfozy, w której za zgodą obu stron czyści się jedno ucho gratis, by zażądać potrójnej opłaty za ucho drugie. W zaciętej walce Łukaszewicza (sztandar niebieski) z Czyścicielem Uszu (sztandar niebieski) polegli obaj w jednoczesnym pchnięciu pozostawiając pole dla zwycięzcy z niebieskim sztandarem.
...

ABC

Poland, Łódź. © jarek łukaszewicz

lukaszewicz-3457__0508_004

Poland, Łódź. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

ABC
Kończyły się już wakacje, w zasadzie ostatni tydzień, bo mieliśmy wracać 21. Mieszkaliśmy w jakiejś szkole w Gdyni, na parterze były apele, na pierwszym pietrze graliśmy w pingla, a na drugim, wieczorami, w końcu korytarza, spotykały się pary, które przez całe dnie stołówek, wycieczek, spacerów i apeli szukały okazji na spotkanie dłoni, a tu proszę, w pidżamach, pochowane po kątach całowały się, zamieniając się czasem, po koleżeńsku, dziewczyną czy chłopakiem. Czasem ktoś dostał w pysk. Ponieważ zdarzyło mi się w to niegdysiejsze wczoraj i jedno, i drugie, więc w to niegdysiejsze dziś pojechałem sobie samowolnie na gdańską halę, kupić dla przywrócenia równowagi jakieś papierosy king size za pozostałą mi resztkę z kieszonkowego. Miało się takie poczucie, że się uczestniczy w jakimś literackim stricte zamieszaniu, tak czytelnym dla wielbicieli Remarque'a, którym zaczytywałem się z młodzieńczych racji. Ania, Sylwia, Urszula, mieszało mi się w głowie. A jak się już kupiło większe jeszcze Dumonty, w tej gdańskiej hali, to miało się poczucie uczestniczenia w czymś tak emocjonującym i wiekopomnym, że Jezu. Mignęło mi wprawdzie kilka porozlepianych tu i tam plakatów, jakieś ulotki z postulatami, ale dymiąc z Dumonta, czułem się tak cudownie wyobcowany, że nawet milicjanci poczuli się tym dotknięci. Ja miałem szczęście, w kilka godzin później zabrała mnie z posterunku, pani Barbara, wychowawczyni naszej grupy. Dopiero wtedy zauważyłem błękitną w paski sukienkę z dekoltem w serek, szytą z półklosza z wysokim odcięciem, a kończącą się surowym rantem w pół łydki, i apaszkę w kolorze byczej krwi związującą włosy czarne jak wtorek. Mam nawet świstek ze stemplem Milicji Obywatelskiej z datą 18 sierpnia, który mi zresztą pani Barbara zapakowała na pożegnanie do plecaka, mówiąc: "będziesz pamiętał ten dzień". I jeszcze mnie pocałowała, w me chłopięce usta, ta pani Barbara. A potem jak w Dylu Sowizdrzale, wszystko się pozmieniało, na przykład Dumontów już kupić nie sposób.
...