JOURNAL

Ching

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Ching

I je
śli już nie spotkam, lub nawet nie zobaczę. Ta Tajka miała na plecach smoka w barwach krwi i szafranu. Usiadła przy stoliku, zamówiła kawę, obok krzesła odstawiła parasol. Prawie nad jej głową startował jeden po drugim latający wieloryb. Korytarz dla lądujących jest z drugiej strony miasta. Odwraca się do mnie i mówi "W toni brudnego jeziora wije się ostatni tapir Tajlandii. To chyba niedaleko od Gunung Raya, proszę pana, przepraszam, dziękuję, przepraszam, dziękuję" Nikt nie pchnie do fugi z glissandem sadyzmu patrzenia z uwagą. Też się martwię o Ciebie. Ten z dołu pisze w wierszu, że nie będziesz wiedział jak wysoki byłem jeśli nie wystawię na klatkę butów po pradziadku. I dużo w tym prawdy i chingu. "Oh, Tapirus Indicus" dodaje, otwiera parasol i zabiera się wielorybami.