JOURNAL

Aug 2012

Taka toccata

France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60 x 60 cm

Taka toccata

Nie dalej jak we czwartek, wzruszony opowie
ścią o Eliaszu z Quartier Latin i (zapewne za głosem serca) idąc z jego wyznawczynią na sushi, nuciłem sobie arię z kłódką, raz, z powodu dziwnych przeczuć, a dwa, z okazji poważnego bólu zęba. Potem dopiero opowiedziała mi jak to było z morza rozstąpieniem. Otóż, ażeby przejść z jednego na drugi brzeg Sekwany, jej ukochany, z wykształcenia kloszard i filozof z dalekiego Krakowa, położył się spać na brzegu Notre Damme, a obudził się, za przyczyną jutrzenki, przy kościele St. Etienne du Mont - „i wielu za nim poszło” dodała z tajemnym wyrazem na pysiu. Sushi było boskie. A rano, patrząc w sufit pokoiku „le petit” na Moliera zastanawiałem się, czy nie powinienem wybrać fachu pasterskiego, ale z dwojga złego wolę lęki niż pewność, można przecież naprawdę chcieć zostać jeńcem, lub zagubionym rytuałem. Wieczorem St. Etienne du Mont, na świeżo strojonych organach miał koncertować jakiś Żą. I tu pozwolę sobie na małą interakcję z customer relationship managment największego znanego mi biznesu przycmentarnego. Uwielbiam bachowskie toccaty & fugi, nawet w transmutacjach wszelkich. Nasiąknąwszy jednak w dzieciństwie nagraniami Alberta Schweitzera postanowiłem zaadresować coś w rodzaju modlitwy do kościelnych headhunterów (moją pokorną prośbę o fachowców), korzystając z okoliczności miejsca. Tymczasem na jednym z krzeseł, bo tam krzesła są w kościołach, siedziała w sukience z "marche aux puces", kobieta z siwym warkoczem gęstym jak centrum galaktyki. W "marche aux puces" kupowała sukienki leżąca na dwóch panach ukochana Stanisława Staszewskiego. Ukochana o rękach co gotycki mają rys.
...

Inseminatoria

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Inseminatoria

Śnił mi się rewolwer pana cogito. Jechałem rowerem we mgle. Poboczem, z tobołkiem głupka na plecach, szedł tato do wsi, a oni kopali wielkie doły. Gdy ziemia jak bębenek co chwila wypluwała świetliste kule zostawiając w nieładzie ubrania, robiliśmy z nich węzełki żeby nie zapomnieć, ale mgła była coraz gęstsza.
...