JOURNAL

Berlin

Siła Coriolisa

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Siła Coriolisa
Na piasku leży ryba, wszystko słyszy pomiędzy, słyszy kiedy piasek nie skrzypi, martwa ryba słuch ma tak zestrojony, że nic dudni w nieskończoność – przesypuje się toto pomiędzy wszechświatami – tam też na piasku leży ryba, słyszy ten pisk, miota się, bije głową w ścianę, siada, czyta bajkę, oddycha głęboko.
...

Inseminatoria

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Inseminatoria

Śnił mi się rewolwer pana cogito. Jechałem rowerem we mgle. Poboczem, z tobołkiem głupka na plecach, szedł tato do wsi, a oni kopali wielkie doły. Gdy ziemia jak bębenek co chwila wypluwała świetliste kule zostawiając w nieładzie ubrania, robiliśmy z nich węzełki żeby nie zapomnieć, ale mgła była coraz gęstsza.
...

Galapagos

Germany. © jarek łukaszewicz

Germany. © jarek łukaszewicz
Germany. © jarek łukaszewicz
Germany. © jarek łukaszewicz

Germany. © jarek łukaszewicz

Germany. Berlin & Görlitz. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 & 60x60 cm

Galapagos

Pod tamtym mostem Alma Mahler błagała męża, żeby nie robił wiochy, potem kiwnęła głową na Gropiusa i poszli, a tam taki ładny piasek na brzegu szkli się w wieczornej latarni, że i punki sobie wydeptują miejsca na orgazmy. Jak żółwie błyszczą skórzane kurtki nad Szprewą, chrzęszczą pękając pod traperkami strzykawki, trzeszczą nity, trzaskają martensom sznurówki. Sypie się do butów. "Nieźle się urządziłeś" mówi i wylicza nazwiska przedwojennych fabrykantów wskazując lodówkę, piecyk i telefunken, więc gdy wyciąga odkurzacz (posprzątam ci na wszelki wypadek) mówi "Hoover", jak gdyby wiedziała, że to on jest winien tej zawiei.

Gen z
łapany przypadkiem via uskrzydlenie ważki zawija na palcu pukiel lub czeka winorośli. O rozwód portretowany złożył podanie trzy razy. Raz biegła nago przez miasto, zapytać jak się czuje, raz pożyczyła pantofle, by podnieść zawieszenie, raz satynową sukienkę poszła przymierzać z rybami. W fotelu, portretowany, notuje z Frutigera "użycie złudzeń optycznych" i konstruuje podziemia.
...

Happy!

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Poland, Łódź. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Poland, Łódź. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin & Poland, Łódź. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Happy

Po
łożył się na deskach, by płakać i wzmocniony echem pustej sali poczuł się nagle bardzo duży. Patrzyłam na puste krzesła, wentylator suflera odwiewał mi sukienkę – na próbę przychodzą tylko najbliżsi. "Najbliżsi przychodzą tylko na próbę" sprostował sufler. Gdy wracałam metrem, czarnoskóry „Winnie-the-Pooh” i bladolica tajka „Przeminęło z wiatrem” opierali się o siebie plecami, zapachniało arbuzem. Ich aureola jeszcze nie opadła na prześcieradło, dłonie jeszcze wymieniają się kciukiem.
...

long exposure

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz


Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

long exposure

Wysz
łam z sukienki petersburskiej mgły, w obietnicę świtu. W pokoju został mężczyzna, za nimi stoi szafa, w szafie wiszą koszule. Zwyczajem tego domu, na ścianie przeciwległej frunie portret kobiety. Pięćdziesiąt pięć bursztynów nizanych w naszyjnik leży w Ermitażu i udaje szyję. Na stacji czernyszewskiej, gdzie otwarta ziemia pachnie tapicerką nowego taboru, nikt mnie nie poznaje. Tutaj stał sekretarzyk, w którym leżał rewolwer, ale dom zburzyli i wisi nad miastem, kręci się dziedzicznie rosyjska ruletka. W parku też nikogo, tylko puste ptaki spadające z nieba. To było przy ławce. Stał w białej koszuli zwyczajem Werthera zdziwiony solennie, że nie mówią już tutaj językiem Goethego. Stał za suknią matki, przeciw słowom męża. W tle tafla jeziora – okutane cienie ciągną za nas trumny stąpając po wodzie.
...

Ching

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 90x60 cm

Ching

I je
śli już nie spotkam, lub nawet nie zobaczę. Ta Tajka miała na plecach smoka w barwach krwi i szafranu. Usiadła przy stoliku, zamówiła kawę, obok krzesła odstawiła parasol. Prawie nad jej głową startował jeden po drugim latający wieloryb. Korytarz dla lądujących jest z drugiej strony miasta. Odwraca się do mnie i mówi "W toni brudnego jeziora wije się ostatni tapir Tajlandii. To chyba niedaleko od Gunung Raya, proszę pana, przepraszam, dziękuję, przepraszam, dziękuję" Nikt nie pchnie do fugi z glissandem sadyzmu patrzenia z uwagą. Też się martwię o Ciebie. Ten z dołu pisze w wierszu, że nie będziesz wiedział jak wysoki byłem jeśli nie wystawię na klatkę butów po pradziadku. I dużo w tym prawdy i chingu. "Oh, Tapirus Indicus" dodaje, otwiera parasol i zabiera się wielorybami.
...

Berlin – The Times They Are a-Changin'

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz

Germany, Berlin. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60 x 60 cm

The Times, They Are a-Changin'

Na Kastanienallee, w sklepie na dole,
śliczne rude 74c pochyla się nad skrzynką, bierze te owoce w dłonie i mówi: Czereśnie są dziś śliczne (kirschen). "Mhm" mówię, ale nie palcami stóp mówię, jak ci smutni ludzie, co nie mówią oczami, tylko oczami mówię "mhm", a ona mi te czereśnie pakuje do papierowej torebki, i pyta: Zapakować? (einpacken) "mhm" mówię, ale ona na szczęście nie słyszy i powtarza: Zapakować?

Musia
łem uciec, zostawiwszy na ladzie portfel, telefon i klucze od domu. Miga mi tylko napis na murze "UNCHAIN MY PUSSY, HAMLET", gdy ona za mną wybiega w tej swojej sukience w kropeczki, z lamówką nad kolanem, z aplikacją w kształcie serca wielkości wątroby bizona w miejscu wątroby bizona i krzyczy: Zostawił pan coś (ließ etwas). No pewnie, że zostawiłem. Wracam do domu włączam gramofon, niech ryczy. Rano tak było. Wieczorem mi przeszło dopiero, a byłem przecież w Poczdamie (Potsdam) w warzywniaku, i w dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf w takim z oranżadą (Bionade), i wszędzie były, albo fajne czereśnie, albo jakieś graffiti. A kiedyś w Kielcach, na tej budce z transformatorem, było: "Ofelia will kill you" i wtedy nie wierzyłem.
...