JOURNAL

Paris

Brulion - aller à la Godot

France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz

France. Paris. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Brulion - aller à la Godot

Wkurwiony kot wsadzi
ł łeb w otwarte okno i łapą pokazywał gołębiom zasady wytyczania granic. "Dzierżyński!" krzyknęła, "głuptasku, upolujesz pół Paryża, jeśli gołębiom obiecasz pracę" i przypomniał mi się sen, gdy ze szturmówką w ręku mak, a za nim trawa przycięta równo szli szeleszcząc, w taki sam upał jak dziś. Wróciła na łóżko gdy Dzierżyński drapał szybę. „Co za różnica?” zapytałem „Wszyscy tworzą trochę szorstkiego, trochę spoconego i trochę strachu.” Herbata pod światło burczała napędzana skrzydełkami owada sprzed miliona lat. W martwym języku handlarz ryb solonych to jedno słowo. Na postumencie umieściłem dwie tęczówki z popękanej gliny i nad nimi trzecie, majolikowe. Czekamy.
...

Sarkofag

France. © jarek łukaszewicz
France. © jarek łukaszewicz
France. © jarek łukaszewicz

France. © jarek łukaszewicz
France. © jarek łukaszewicz
France. © jarek łukaszewicz

France: Paris, Saint Michel, Dinan & Rennes. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Sarkofag

Wariat mnie zaczepi
ł. Tak bywa, gdy przystanę na chwilę, w podróży. Podchodzi do mnie, spode łba patrzy i mówi: "Sokratesie, oto brama miasta, tam wolność ma śliczne cycki. Tam furkoczą tasiemki, tam pod drzewem gdzie spódnicy żorżeta podmokła niekrewne siostry siedzą i czytają jedno i to samo medycyny ludowej zaklęcie. Tam rozpędzają się nadzy w ów wielki skołowany zderzacz i jak bakteriofagi, lub agenci tajni, wymieniają kod wiele razy znikając wzajemnie. Tam właśnie świszczy powietrze uchodząc niespiesznie spod wieka. Idź, posłuchaj tego i udawaj Greka. Musisz bowiem zrozumieć mój drogi Edypie, że Dania to nie tylko macica Twojej Matki." Potem patrzy na moje buty i uśmiechając się pyta: "Skąd przybyłeś wędrowcze i czemu chcesz tu umrzeć?" Zawsze wtedy rozglądam się ukradkiem, szukam wzrokiem kolegi mojego, Rosenkrantza.
...

Szkic węglem

France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Rennes. © jarek łukaszewicz

France, Rennes. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz

France. Paris & Rennes. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Szkic węglem

Świt, jutrzenka, zaranie. Po rynnie spływa ognik raz jeszcze próbując sztuczki z lontem. Perfekcja przygotowań i tym razem odda skutek w dobre ręce. W porannym półsłońcu mężczyzna wydycha z płuc otrzewną, podjedzie nagle autobus lub zniknie we mgle wydechów. Z klatki trzynastej wyjdzie na powietrze chwiejny mohikanin, pierdolnie głową w pojemnik nie mogąc podjąć decyzji: plastik? papier? nożyce? Wygięty w pozie na wróble wytrzyma do kurwy nędzy, gdyż tak mu tłumaczył tato. Na szybie kreśli kropla wśród kropel drogę zwinną – Marat szuka wzrokiem lektury do wanny, za chwilę łokciem sprawdzi czy woda jest ciepła.
...

Twin paradox

France. Paris. © jarek łukaszewicz
France. Paris. © jarek łukaszewicz

France. Paris. © jarek łukaszewicz
France. Paris. © jarek łukaszewicz

France. Paris. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60x60 cm

Twin paradox

Przysz
ły człowiek z Cromalin wygląda jak odlany z ołowiu kiedy je jajko na miękko w kawiarence na deptaku. Kołują gołębie, seriami po dwieście, pospiesznie dodając stanowisku wapnia i magnezu. Słońce ścina na twardo szczyty kamienic – z dnia na dzień ważnieje glina-ślina-pajęczyna. Nad miastem parkują okręty Szóstej Floty Międzygalaktycznej – jak ja bym chciał teraz tej inwazji, popaść w niewolę i dać szansę tamtejszej kriogenice – kiedyś tłumaczyłem Ci paradoks bliźniąt – machnęłaś tylko ręką: to problem twojej matki i dosypałaś węgla do pieca (tego czarnego, najbardziej nieżywego).
...

Taka toccata

France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz
France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz

France, Paris. © jarek łukaszewicz
Pigment print on barite paper 60 x 60 cm

Taka toccata

Nie dalej jak we czwartek, wzruszony opowie
ścią o Eliaszu z Quartier Latin i (zapewne za głosem serca) idąc z jego wyznawczynią na sushi, nuciłem sobie arię z kłódką, raz, z powodu dziwnych przeczuć, a dwa, z okazji poważnego bólu zęba. Potem dopiero opowiedziała mi jak to było z morza rozstąpieniem. Otóż, ażeby przejść z jednego na drugi brzeg Sekwany, jej ukochany, z wykształcenia kloszard i filozof z dalekiego Krakowa, położył się spać na brzegu Notre Damme, a obudził się, za przyczyną jutrzenki, przy kościele St. Etienne du Mont - „i wielu za nim poszło” dodała z tajemnym wyrazem na pysiu. Sushi było boskie. A rano, patrząc w sufit pokoiku „le petit” na Moliera zastanawiałem się, czy nie powinienem wybrać fachu pasterskiego, ale z dwojga złego wolę lęki niż pewność, można przecież naprawdę chcieć zostać jeńcem, lub zagubionym rytuałem. Wieczorem St. Etienne du Mont, na świeżo strojonych organach miał koncertować jakiś Żą. I tu pozwolę sobie na małą interakcję z customer relationship managment największego znanego mi biznesu przycmentarnego. Uwielbiam bachowskie toccaty & fugi, nawet w transmutacjach wszelkich. Nasiąknąwszy jednak w dzieciństwie nagraniami Alberta Schweitzera postanowiłem zaadresować coś w rodzaju modlitwy do kościelnych headhunterów (moją pokorną prośbę o fachowców), korzystając z okoliczności miejsca. Tymczasem na jednym z krzeseł, bo tam krzesła są w kościołach, siedziała w sukience z "marche aux puces", kobieta z siwym warkoczem gęstym jak centrum galaktyki. W "marche aux puces" kupowała sukienki leżąca na dwóch panach ukochana Stanisława Staszewskiego. Ukochana o rękach co gotycki mają rys.
...